Zamknij
Wiedza PR - PR i prawo

Nikt nie czyta internetowych regulaminów

Witold Sokołowski, 2013-08-01 10:24:41

80 procent użytkowników internetu akceptuje regulaminy na stronach www bez ich czytania. Spośród tych, którzy przeczytali, niemal połowa zrezygnowała z usług, nie założyła konta, wirtualnego dysku albo profilu społecznościowego.

Coraz głośniej domagamy się respektowania naszej prywatności w sieci i oburzamy na inwigilowanie naszej korespondencji. Tymczasem okazuje się, że sami nie robimy prawie nic, aby ochronić swoją prywatność. Ośrodek Badania Opinii Adama Kowalskiego spytał użytkowników Google mail, czyli gmail, najpopularniejszej na świecie poczty internetowej, czy przed założeniem konta czytali regulamin i warunki korzystania z usług Google.com.

Okazuje się, że aż 80 procent osób po prostu zaznaczyło pole z akceptacją nie czytając nawet fragmentu. W większości przypadków wynika to z naszej niechęci do prawniczej nowomowy, jaką zazwyczaj pisane są podobne dokumenty oraz marnotrawstwa czasu. Tymczasem Google i Facebook zrezygnowały ze skomplikowanego języka na rzecz prostych, pisanych zrozumiałym tekstem zapisów, które w dodatku nie są długie. Jednak tylko jedna na pięć osób pofatygowała się, aby je przeczytać, choć zapoznanie się z tymi dokumentami nie zajmuje więcej niż kwadrans.

- Dziś skorzystanie z niemal każdej usługi dostępnej w internecie wymaga wcześniejszej akceptacji regulaminu - tłumaczy Krzysztof Rychlicki-Kicior, project manager z Makimo Systems, innowacyjnego software house tworzącego dedykowane aplikacje internetowe. - Użytkownicy rzadko jednak czytają je choćby w małej części – dodaje project manager.

Co się znajduje w regulaminach?

Przesyłając dokumenty, zdjęcia, pliki tekstowe, prezentacje czy arkusze kalkulacyjne z wykorzystaniem dysku Google, użytkownik udziela firmie (i jej współpracownikom) ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie tych materiałów, a także na tworzenie na ich podstawie dzieł pochodnych - czytamy w warunkach korzystania z usług Google. Z kolei Facebook w regulaminie wyraźnie daje do zrozumienia, że gdy publikujemy materiały, takie jak zdjęcia lub filmy, firma może uzyskać związane z tym dodatkowe informacje tzw. metadane, np. czas, data, miejsce wykonania zdjęcia lub filmu, parametry aparatu i kamery, ich dokładny typ i markę, a w niektórych przypadkach również lokalizację.

Wiedzą gdzie jesteś

Wyniki badań OBOAK wskazują, że niemal co druga osoba, która zdecydowała się przeczytać regulamin zrezygnowała z danej usługi w internecie. Część z nich zdecydowała się na wykupienie tej samej usługi w wersji komercyjnej, pozbawionej reklam, w której nie zbierane są dane do ich personalizacji. Część jednak po prostu nie zdecydowała się na udostępnianie swoich dokumentów i danych w Internecie na takich warunkach. Czego zatem najbardziej się przestraszyli? Wydaje się, że nie tylko zapisów o możliwości wykorzystania ich dokumentów, ale także sprawdzania, gdzie aktualnie się znajdują.

Kiedy opuszczamy cywilizację, czy to jadąc na wczasy, czy szukając chwili spokoju, przeważnie zabieramy ze sobą smartfona. Wreszcie mamy czas poserfować w sieci i poprzeglądać Facebooka. W ten sposób nigdy jednak nie jesteśmy anonimowi. Google czy Facebook wiedzą to doskonale. Wiedzą gdzie jesteś i wiedzą co robisz. Napisali o tym w swoich regulaminach. Gdy korzystasz z ich usług Google może gromadzić dane o hasłach, które wyszukujesz w sieci, zbierać informacje o wykonywanych przez ciebie połączeniach telefonicznych, takie jak numer telefonu użytkownika, numer rozmówcy, numery docelowe przekazywania, daty i godziny rozmów, czasy trwania rozmów, ustawienia przesyłania wiadomości SMS oraz typy połączeń telefonicznych.

Na tym jednak nie koniec. Korzystając z internetowych aplikacji i usług w komórkach i komputerach możemy zupełnie zapomnieć o anonimowości. I wcale nie przyczynia się do tego żadna tajna agencja rządowa. Wszelkie szczegóły także znajdziemy w regulaminach.

- Jeśli użytkownik korzysta z usługi Google, która uwzględnia jego lokalizację, możemy gromadzić i przetwarzać informacje na temat jego rzeczywistego miejsca pobytu, takie jak sygnały GPS wysyłane przez jego komórkę. Możemy również stosować różne technologie, aby określić tę lokalizację, w tym dane z czujników urządzenia, np. dotyczące pobliskich punktów dostępu do sieci Wi-Fi czy stacji bazowych sieci komórkowej – czytamy na stronach Google. Dane z systemu GPS pozyskuje także Facebook i setki innych stron.

Inwigilacja dla naszego dobra

Czy ta wszechobecna inwigilacja działa zawsze na naszą niekorzyść? Jeśli nie mamy nic do ukrycia i nie jesteśmy poszukiwani przez CIA lub FBI to raczej nie. Raczej, ponieważ nigdy nie możemy być pewni do kogo trafią zebrane informacje.

- Teoretycznie nasze dane powinny być dobrze zabezpieczone i dzięki nim możemy otrzymywać informacje lepiej dopasowane do naszych potrzeb. W praktyce, zawsze istnieje obawa o możliwość ich wycieku do niepożądanych odbiorców – wyjaśnia Krzysztof Rychlicki-Kicior z Makimo Systems.

Spersonalizowane informacje to dla Facebooka czy Google możliwość dotarcia z reklamą do odpowiednich osób. Wyobraźmy sobie, że siedzimy na wrocławskim rynku i szukamy restauracji. Dzięki danym o naszej lokalizacji zobaczymy reklamę tej pobliskiej zamiast tej w odległym Krakowie.

Niezależnie od argumentów przemawiających za zbieraniem i wykorzystywaniem informacji o nas, naszych dokumentach, zdjęciach, lokalizacji, preferencjach zakupowych, stylu życia etc., funkcjonując w sieci powinniśmy wyrobić w sobie nawyk czytania regulaminów usług. Zwłaszcza, że jak pokazują statystyki, po ich przeczytaniu niejednokrotnie nie zdecydujemy się z nich korzystać.

Badanie Ośrodka Badań Opinii Adama Kowalskiego:

Czy posiadasz konto na Gmail.com? Tak – 86%, Nie 14%

Czy czytałaś/czytałeś regulamin Gmaila? Tak – 20%, Nie – 80%

Czy zdarzyło Ci się lub zdarza zrezygnować z usługi po przeczytaniu regulaminu np. Gmail, Youtube, Facebook, Skype etc.? Tak – 46%, Nie – 54%

O badaniu:

Ośrodek Badań Opinii Adama Kowalskiego stale prowadzi badania ankietowe i wywiady. Badanie o czytaniu regulaminów darmowych usług w Internecie zostało przeprowadzono w formie ankiety elektronicznej na próbie 266 osób. W badaniu brały udział wyłącznie osoby, które stale korzystają z Internetu oraz poczty elektronicznej.

Zdjęcie: Maria Mitrofanova / photoxpress.com.

Strona 1 z 1 1

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze
0
komentarzy
Dodaj komentarz jako pierwszy.
Twój komentarzAby skomentować ten artykuł musisz być członkiem społeczności Epr.pl. Zarejestruj się lub zaloguj się tutaj, a następnie wróć do tego artykułu.


Witold Sokołowski

Z wykształcenia anglista, z zamiłowania internauta. Absolwent Amerykanistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Wydawca kilku serwisów internetowych, m.in. Epr.pl, Camido.pl, Sportowa.tv.

W T-Mobile wystarczy zadzwonić raz, by załatwić sprawę – nowa kampania reklamowa T-Mobile dla Firm

T-Mobile startuje z kampanią reklamową skierowaną do przedsiębiorców. Tym razem w roli głównej występuje Bogusław Linda. ...

NO-SPA już na Instagramie i Pintereście!

NO-SPA® dociera do swojej grupy docelowej nie tylko za pośrednictwem tradycyjnych środków przekazu. Z uwagi, iż ...

Superpolisa.pl promuje ubezpieczenia kilkunastu towarzystw

Superpolisa.pl promuje ubezpieczenia kilkunastu towarzystw

Ruszyła kampania reklamowa Superpolisa.pl, platformy sprzedaży ubezpieczeń kilkunastu Towarzystw Ubezpieczeniowych dostępnej w trzech kanałach: internet, call ...