Zamknij
Wywiady

Między żółwiem a orłem. Rozmowa z Piotrem Tymochowiczem

Natalia Zakolska, 2014-06-18 23:39:49

Piotr Tymochowicz – specjalista ds. wizerunku i marketingu politycznego. Doradca medialny. W wywiadzie dla Epr.pl skomentował kampanie polityczne, opowiedział o kulisach wyborów do Parlamentu Europejskiego i perspektywach polskiej polityki.

Natalia Zakolska: Jakie znaczenie dla Polski mają ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego?

Piotr Tymochowicz: Aby odpowiedzieć na to pytanie, potrzebne jest swego rodzaju rozdwojenie jaźni. Gdybyśmy chcieli powiedzieć niechcianą prawdę, konieczne byłoby stwierdzenie, że wybór konkretnych polityków do Europarlamentu nie ma kompletnie żadnego znaczenia. Z punktu widzenia wyborców natomiast oczywiście ma to znaczenie, jest bardzo ważne ze względu na rolę Polski w Unii Europejskiej. Ludzie potrzebują takich populistycznych sloganów. Osobom, które chcą poznać prawdę, można przyznać, że ich głosy nie mają żadnego znaczenia dla kraju.

N. Z.: Można było tę prawdę i wyniki wyborów wcześniej przewidzieć?

P. T.: W ostatnim czasie otrzymuję wiele sygnałów, że powinienem pracować jako wróżbita marketingu politycznego, ponieważ niemal idealnie przewidziałem frekwencję wyborców, jak i fakt, że możliwie najbardziej samobójczym gestem będzie rozłożenie czerwonego dywaniku przed Aleksandrem Kwaśniewskim i powołanie do życia dinozaurów minionej epoki, co uczynił Janusz Palikot. Powstanie Europy Plus było początkiem jego końca. To absurdalne posunięcie wynikało z kompleksów Janusza Palikota wobec Aleksandra Kwaśniewskiego. Świat mknie naprzód z prędkością światła, natomiast niektóre umysły pracują z prędkością walca drogowego. Wiele osób zatrzymało się w XIX wieku zamiast zauważyć spore zmiany, jakie nastąpiły.

N. Z.: Czy w takim razie w tym zatrzymaniu tkwi fenomen Janusza Korwin – Mikkego?

P. T.: Trochę tak, bo to, co proponuje Korwin – Mikke jest rodem z XIX wieku. Jest on dla mnie dowodem na to, jak bardzo młodym ludziom przeszkadza utrzymujący się beton polityczny. Wyrazem rebelii jest Janusz Korwin – Mikke. Nie sądzę, aby głosujący na niego ludzie wyznawali jego dość radykalne, niehumanistyczne poglądy. Nie wierzę też, aby społeczeństwo wierzyło w steki bzdur, które reprezentuje ciężka jak ołów umysłowość Korwina. Problem polega na tym, że nieraz może mieć miejsce dysonans poznawczy: można mieć umysł ciężki jak ołów, a mowę lekką jak pióro. Powoduje to zafałszowanie sytuacji. Janusz Korwin – Mikke potrafi sprzedawać ludziom bzdury. Myślę, że część głosujących na niego ludzi chciała dać sygnał ostrzegawczy pozostałym politykom: są gotowi bratać się z Korwinem po to, żeby łamać ten beton, łamać system. Męczące jest zakotwiczenie polityki w dwóch partiach. Nasza oś polityczna jest krzywa. Byłaby prosta, gdyby lawirowała między centroprawicą a centrolewicą. To by było lustrem zdrowego społeczeństwa. Im to państwo jest bardziej chore, zakurzone, tym ta oś przesuwa się dalej w skrajności. Polska oś jest jak Krzywa Wieża w Pizie. Jest skrzywiona od centroprawicy PO do skrajnej prawicy PiS. Ona się za moment przewróci! Potrzebne są jeszcze dobre fundamenty gwarantujące stabilność. W Pizie niedawno wylano parę ton betonu, dzięki czemu mimo wychylenia jest zachowany środek ciężkości.

N. Z.: Drobną przewagę Platformy Obywatelskiej nad Prawem i Sprawiedliwością można interpretować jako zapowiedź przyszłorocznych wyborów parlamentarnych?

P. T.: Wbrew pozorom wybory do Europarlamentu pokazały nam, że płonne są nadzieje, że wszystko może się zdarzyć. Nie ma sensu oczekiwać, że polskie społeczeństwo będzie chciało myśleć bardziej kreatywnie. Niczym nie różnimy się od mentalności wschodu, którą można zawrzeć w jednym prostym zdaniu: lepsza własna oswojona wiedza niż ryzyko wzbogacenia się. Czyli lepiej po prostu nie mieć nic i się z tym oswoić. Wiemy, że jesteśmy w stanie przetrwać w tragicznej sytuacji. Ryzyko może przynieść bogactwo, ale może też spowodować większe pogorszenie sytuacji. Ludzie się zachowują jak stara dewota o zwiotczałym umyśle, która nie chce żadnych zmian, bo się wszystkiego boi. Wie, że przetrwa kolejny dzień w starej biedzie. Jest to dość przykry obraz społeczeństwa polskiego.

N. Z.: Czy można zatem mówić o sceptyźmie, bądź eurosceptyźmie na gruncie europejskim czy tylko w Polsce?

P. T.: Wielu komentatorów wrzuca eurosceptyzm do jednego worka. Nie mamy tylko kolorów jasnych i ciemnych. Nie można ich wszystkich wrzucać razem. W każdym społeczeństwie inny rodzaj eurosceptycyzmu: inaczej są eurosceptyczni Hiszpanie, inaczej Włosi, inaczej Polacy. Nie można tego rozkładać na tej samej płaszczyźnie. Francuzi są eurosceptyczni, ponieważ widzą, co się dzieje z ich polityką inwigilacyjną, widzą jak się osiedlają Arabowie czy Marokańczycy. Jeszcze inaczej to postrzegają Hiszpanie, którzy może mają piękne drogi, ale nie przybywa im miejsc pracy, więc nie zostały spełnione ich nadzieje związane z Unią Europejską i przewodnictwem Hiszpanii w tejże Unii. Niemcy czują się rozgoryczeni, ponieważ potracili rynki w Chinach. Rozumieją to biznesmeni, a społeczeństwo myśli, że pogarszający się stan gospodarki związany jest z Unią. Przeciętny Niemiec jest przekonany, że jego państwo biednieje, ponieważ musi utrzymywać wszystkie ubogie kraje europejskie. Wydaje mu się, że realizuje Plan Marshalla i ma tego dosyć. Te wszystkie kolory zupełnie do siebie nie przystają.

N. Z.: A jak przedstawiają się polskie kampanie polityczne na tle zagranicznych?

P. T.: To jest dobre pytanie, ponieważ ta różnica jest bardzo widoczna, tak jak pomiędzy żółwiem a orłem. Jest coś tragicznego w naszej przaśności. W kampaniach cofnęliśmy się do epoki disco polo, to był wiejski tuning, a nie kampania XXI wieku. Nie ukrywajmy, że inne państwa są po prostu lepiej wyedukowane. My jesteśmy neandertalczykami Europy. Historyczni neandertalczycy wyginęli. Społeczeństwo, które nie stawia na edukację, ma trudniej we współczesnej cywilizacji. Zamiast kupić używany samochód, lepiej przerobić Syrenkę na wiejskie Porsche. Potem efekty są, jakie są.

N. Z.: Czy zatem dobrym posunięciem PO był niedawny spot dotyczący rocznicy wejścia Polski do Unii?

P. T.: Myślę, że nie, ponieważ był utrzymany w konwencji reklamy. Jak oglądamy reklamę pasty do zębów widzimy sterylne pomieszczenia, uśmiechniętych panów w białych kitlach, których jedyną pasją życiową jest przelewanie substancji chemicznych z jednej próbówki do drugiej. Cieszą się z tego i pakują w jakieś kretyńskie opakowanie.

N. Z.: Potem ludzie to kupują.

P. T.: I tak, i nie, bywa różnie. Na pewno w marketingu politycznym jest tak, że mamy już przesyt wybielanych zębów w przedstawionych faktach. Natomiast kolorowe ubranie rocznicy wstąpienia do Unii ma się nijak do wciąż szarej rzeczywistości, którą widzimy za oknem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, aby ktoś z jednej strony miał widok na swoją wieś czy smutne miasteczko, a z drugiej luksusowy telewizor, w którym widzi pełne blichtru obrazki z Unii. Tych dwóch okienek zestawić się razem nie da. Myślę, że najlepszy spot wypuścili Niemcy. To, co widziałem w spocie wnuka Rudolpha Hessa było przejmujące, wstrząsające, było bardzo mądre. Szkoda, że ten przekaz nie trafił do Polski.

N. Z.: Co z naszą wschodnią granicą? Bieżące wydarzenia na Ukrainie wywarły wpływ na przebieg tamtejszego głosowania i na wyniki wyborów w Polsce?

P. T.: Politycy mieli wielką nadzieję, że tak będzie. Byli gotowi się bratać z kimkolwiek: z narodowcami, pewnie też z mieszkańcami Krymu, żeby tylko podwyższyć swoje notowania w Polsce. Natomiast Ukraina, o czym się nie mówi w polskich mediach, pokazała nam „figę z makiem”. Nie jest zainteresowana naszą pomocą, naszymi wpływami, chcą sami sobie dać radę. Ukraińscy narodowcy nie pałają miłością do Polaków. Jest to może smutne, ale prawdziwe. W historii jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby te bratnie narody – Polska i Ukraina, sobie kiedykolwiek pomogły. Dlaczego miałoby się to zmienić? Dla polityków polskich nie ma to znaczenia. Pokazały to „sweet fotki” Jacka Kurskiego. Przecież były one robione na rynek polski, a nie ukraiński. Każda forma zaangażowania na Ukrainie była dla mnie formą „sweet fotki” polityków, która miała zaistnieć na Instagramie w Polsce.

N. Z.: Jaki wpływ na naszą politykę wewnętrzną będzie miała obecność rodzimych eurodeputowanych na arenie międzynarodowej? Są w stanie coś zdziałać, mieć jakiś wkład w działanie Europy?

P. T.: Oczywiście, że nie. Nic nie zdziałają, nie będą też w stanie nas skompromitować. W Parlamencie Europejskim nie ma partii politycznych, są tylko określone frakcje, które wymuszają współdziałanie. Poza tym są ścisłe procedury, które są w stanie relegować polskie wybryki europosłów. Taki wybryk może się zdarzyć tylko raz, ale jak poseł poczuje na sobie karę pieniężną, przestanie się wygłupiać. Pieniądze zawsze dla polskich posłów były najważniejsze. Największą rolę odgrywa dieta poselska, z której nie będą chcieli opłacać swoich wybryków w Parlamencie Europejskim. Spokornieją, staną się niewinnymi owieczkami, znikną z pola widzenia. Taka będzie przyszłość naszych herosów.

N. Z.: Wrócą odmienieni do Polski?

P. T.: Mogę się założyć, że połowa z nich nie wróci w ogóle. Przeciętny polski parlamentarzysta w Europarlamencie dba o to, aby ulokować tam najpierw żonę, potem dzieci. Chodzi o to, aby zapewnić sobie i im lepszą przyszłość. Parlament Europejski jest dla większości posłów furtką do lepszego świata, a nie do pełnienia misji dla Polski. Warto sobie uświadomić tę brutalną prawdę.

N. Z.: A czy nowy Parlament Europejski jako zbiór wszystkich państw wprowadzi duże zmiany w funkcjonowanie Unii Europejskiej?

P. T.: Nie. Mieszkam jednocześnie w Stanach Zjednoczonych i w Polsce. Amerykanie tarzają się ze śmiechu powtarzając taką sentencję: „Boże, jacy Wy Europejczycy jesteście głupi! Jak mogłeś wytrzymać tak długo w tak głupim imperium?” Dlaczego nie korzystamy z najlepszych wzorców amerykańskich, skoro żaden stan w Ameryce nie walczy o niepodległość, nie chce się wybić ponad inne? Amerykanie nie potrafią pojąć, dlaczego nie próbujemy stanąć w zjednoczonej Europie z jednym rządem. Wszystkie nasze dotychczasowe ruchy są skazane na klęskę. W tej chwili liczą się wielkie rynki. My tego nie czujemy, ale za naszymi plecami powstały „Chindie” - połączone Chiny i Indie. Chińczycy bardzo się cieszą, bo zyskali tanią siłę roboczą w postaci Hindusów. Pomału zaciera się granica pomiędzy nimi. Powstaje imperium „BRICH”: Brazylia, Rosja, Indie i Chiny. Będzie to pierwsze imperium wirtualne, które nie będzie stworzone na bazie ziemskiej, lecz stosunków gospodarczych.

N. Z.: Co z Europą?

P. T.: W Europie silimy się na niepodległość. To tak, jakby nagle Częstochowa ogłosiła, że ma takie wpływy z pielgrzymek, że nie interesują jej bilansy Polski, że chce być niepodległa. Równie dobrze niepodległość może ogłosić Poznań, Białystok, Warszawa. Te wszystkie państewka upadłyby w tydzień. Są też Amerykanie, którzy się cieszą, że Europejczycy są tak głupi. Dzięki temu nie wyrasta kolejne konkurencyjne dla nich imperium. Ich zdaniem powinniśmy się kłócić jeszcze więcej, bo wtedy im będzie wieść się lepiej. Europa nie będzie miała szans być partnerem biznesowym ani dla Chin, ani dla Afryki. Amerykanie tym umacniają swoją pozycję. Być może następuje interesująca faza rewolucji, w której teraz będą walczyć o przetrwanie państwa, a nie ludzie. Nie jednostki, a zbiory jednostek. Europa jest skazana na to, aby być umarłym, spacyfikowanym skansenem, w którym dogorywać będą tylko niedogasłe klany. Amerykanie będą przyjeżdżać do nas po to, aby obserwować, czym może skończyć się głupota. Prawdopodobnie Europa stanie się bardzo ciekawym obiektem muzealnym podobnym do szkieletu dinozaura…

Strona 1 z 1 1

Oceń artykuł:

Dotychczasowe komentarze
0
komentarzy
Dodaj komentarz jako pierwszy.
Twój komentarzAby skomentować ten artykuł musisz być członkiem społeczności Epr.pl. Zarejestruj się lub zaloguj się tutaj, a następnie wróć do tego artykułu.


Natalia Zakolska

zanox i Affiliate Window łączą siły. W wyniku rebrandignu powstaje marka Awin

zanox, wiodąca w Europie sieć reklamy efektywnościowej, wraz z firmą partnerską Affiliate Window, z dniem 6 ...

Pozycjonowanie strony to pozycjonowanie marki w umysłach ludzi

Termin pozycjonowanie ma bez wątpienia pozytywny wydźwięk. Kompleksowe pozycjonowanie stron www to nie tylko inwestycja w ...

Koral z reklamą lodów Grand Gold

Wraz z premierą filmu „Ciemniejsza strona Greya” startuje kampania spotu „Grand Gold – Władca zmysłów” PPL ...